Sypki puder mineralny pease

Pease to firma, o której można powiedzieć, że dopiero raczkuje na polskim rynku kosmetycznym. Nie jest dość popularna i patrząc na jej ogólny wizerunek, wygląda na dość ekskluzywnie. Choć dopiero zdobywa zaufanie makijażowych miłośniczek, już ma na swoim koncie parę perełek, które stały się jej bestsellerami.

Przyjrzyjmy się bliżej pudrowi matującemu od Pease

puder mineralny peaseTa marka kosmetyków zdobywa sławę dzięki wysoce na pigmentowanym cieniom do oczu, to one jako pierwsze podbiły serca kobiet i stały się jej symbolem rozpoznawczym. Nie jest to jednak jedyny produkt oferowany przez wspomniany koncern, a na ich wysepkach możemy doszukać się wielu innych ciekawych kosmetyków. Jednym z nich jest puder mineralny pease, który zachwyca swoim prostym, ale i klasycznym opakowaniem, przykuwając nasz wzrok. Jest to po prostu elegancki słoiczek o nietuzinkowej zawartości. Jak przekonuje producent, w notabene bardzo ładnym opisie, kosmetyk ma za zadanie naturalnie zmatowić naszą cerę i skutecznie zapobiec postępującemu efektowi „świecenia”. Przeznaczony dla osób ze skórą tłustą bądź mieszaną, absorbuje nadmiar tłustego sebum i działa antybakteryjnie oraz przeciwzapalnie. Pease jako marka kosmetyczna stara się aby produkty miały mocno skoncentrowane i naturalne składniki. Dlatego w składzie pudru mineralnego znajdziemy aż 60% glinki, która dzięki jej naturalnym właściwościom poprawia metabolizm skóry i pozwala jej w pełni oddychać, nadając jej zdrowy wygląd. Można by więc długo wymieniać jego zalety, tym bardziej, że wspomniany puder może na tyle maskować niedoskonałości, że staje się on wręcz substytutem podkładu.

W obecnych czas modna jest prostota i funkcjonalność, im mniej tym lepiej, ma wyglądać i służyć. Taka jest też marka Pease, nie „świeci” ona przepychem, cały motyw marki jest skromny i niepozorny, za to produkty są treściwe i naturalne. Trzeba przyznać, że pasuje do aktualnych preferencji klientów i świetnie wstrzeliwuje się w dzisiejsze poczucie estetyki i tak bardzo cenioną klasykę.

Łukasz